Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2016

Potrzebna pomoc dla MAŁEJ DZIEWCZYNKI

Kochani 


Ta dziewczynka jest z moich stron. Nie znam jej osobiście, ale wiadomość jest prawdziwa. Potrzebuje natychmiastowej pomocy finansowej . 
Oprócz małej wpłaty własnej chcę pomóc jeszcze inaczej. 

Proponuję 100 osobom, które akurat maja taką potrzebę, normalną godzinną wróżbę w cenie 50 zł (zamiast 120). 

Warunek- proszę przesłać mi na maila dowód wpłaty na konto dziewczynki. Bardzo proszę o udostępnianie.


Oferta jest ważna do dnia 16-go października włącznie. Nawet jezeli będzie więcej niż 100 osób, to wszyscy otrzymają wróżbę na tej zasadzie. (do 16.10)



Ratuj dziecko


Zgłoszenia wraz z dowowdem wpłaty na jej konto proszę przesyłac na mojego maila

tarotkrystyna@yahoo.gr

niedziela, 25 września 2016

Przepowiednie wróżki NOiCO.




Ta wróżka przychodzi do mnie czasem w śnie, czasem na jawie. Nachyla się wtedy nade mną i świdrującym głosem porannego budzika gada

-No i co?  Ciekawa jesteś, co będzie?

Jej przepowiednie są zawsze tak pogmatwane, takie mocno nie wiadomo, co, że dzisiaj nie miałam najmniejszej ochoty jej słuchać. Milczę, przytulając kawałek pościeli do policzka z nadzieją, że sobie pójdzie, że zastąpi ją radosny kawałek snu.

- Rozumiem. Nie chcesz mnie słuchać. No to posłuchasz- kontynuuje siadając obok.

Jej twarz nabiera kamiennego wyrazu, zamyka oczy, a ja kurczę się w sobie oczekując kolejnej porcji jej proroctw.

- Rok 2017 Zbliża się lato. Sala sądowa. Młoda kobieta z pochyloną głową i łzami w oczach.

sobota, 2 kwietnia 2016

Bajka o sąsiadkach.

Kolejny dzień. Nie dla wszystkich zwyczajny. Jagoda siada przed komputerem, by podzielić się smutkiem. Musi gdzieś dać upust swej niemocy, bo oszaleje. Pojawia się na forum, gdzie większość osób już ją zna. Z wieloma spotkała się w parku, ich domach, swoim domu. To są, tak jak ona, rodzice dzieci niepełnosprawnych.

- Pomóżcie- prosi- pomóżcie bo za chwilę stanę się terrorystką i rzucę bombę na sąsiadkę.

- Oo- mocno. Co się stało? Mów zaraz - odzywa się natychmiast obecna  koleżanek.

- Jeszcze nie wiem o co chodzi, ale się do rzucania przyłączam. Mogę sobie wyobrazić. Tez mam "kochaną" sąsiadkę- dodaje ktoś z forumowiczów.

- Odkąd się wprowadziła obok, czyli od kilku lat, nie daje mi żyć. Ona wie, że nie umiem zabawiać dziecka. Ona wie, że nie dbam o rehabilitację. Ona wie, że nie powinnam wychodzić nawet raz w miesiącu. Ona wie, że "takie dziecko " to kara Boska i trzeba tę karę wypełniać jak należy- pisze przez łzy Jagoda 

- Słuchajcie. Mam pomysł- odzywa się mężczyzna, który jest na forum stosunkowo niedawno. Czytam wasze wpisy dziewczyny, mało się udzielam, nie jestem ojcem dziecka niepełnosprawnego, ale miałem brata.Wprawdzie to było dawno temu, ale rozumiem co to znaczy, mieć w domu dziecko wymagające stałej troski.

niedziela, 13 kwietnia 2014

"WERA" - część piąta

   GODZINA ZERO

         
To dzień wielkiej walki, walki o życie. Matka, widząc jak odchodzą siły Wery, jest cała w skowronkach. To dzień, kiedy Wera musi zadziałać sama, ale ona jest zablokowana. Malwina trzyma w swych rękach nić jej życia, rozkoszując się chwilą. Przy jej łóżku klęczy zrozpaczony ojciec. Wera zasypia, ale ciągle słyszy wołanie i widzi mocne męski ręce, które wyciągają ją z wielkiego dołu, z dołu, w którym chce się ułożyć do spania.
W pokoju siedzi cała rodzina Wery, wszyscy wiedzą, że nadchodzi koniec. Ojciec nie ma już siły płakać. Jest mu wszystko jedno, dla niego życie skończyło się teraz. Wera wie, że umiera. Przez chwilę zastanawia się, co będzie z jej ojcem, jak on będzie żył, gdy ona odejdzie. Wie, że siostry i matka nienawidzą ich obojga. Ostatkiem siły próbuje otworzyć oczy i prosić o to, by się troszczyły o ojca po jej śmierci. Powieki są zbyt ciężkie, usta zbyt zaciśnięte. Wtedy słyszy szept

czwartek, 10 kwietnia 2014

"WERA" - część czwarta


CIEMNE CHMURY

Głęboka pieczara gdzieś w głębi ziemi, a z niej prowadzą schodki jeszcze niżej. Schodząc powoli w głąb kobieta coraz szczelniej otula się szalem. Przerażenie, jakie ogarnia ją z każdym krokiem nakazuje jej wrócić szybko na górę. Nie poddaje się jednak tym myślom, wiedząc iż musi dotrzeć do sedna tajemnicy- inaczej trudno będzie wygrać życie małej. Na ścianach piwnicy jest coraz więcej pająków, są coraz większe i groźniejsze, atakują coraz mocniej.

 Trzymając w ręku zapaloną pochodnię kieruje się coraz głębiej. Tunel tak szeroki początkowo, jest coraz to węższy i niższy. W jej uszach zaczyna się dziwny szum, coraz głośniejszy, przechodzący w pisk o
niesamowitej częstotliwości. Rozsadza jej mózg, doprowadza do szału. Coraz trudniej jest jej zebrać myśli, ale pomimo to, z uporem posuwa się naprzód. W pewnej chwili musi uklęknąć i czołgając się teraz na kolanach wchodzi do maleńkiej pieczary. Z ogniska zapalonego na środku, wydobywa się przyjemne ciepło. Podchodzi i grzeje przez chwilę skostniałe ręce. Powoli i z wysiłkiem próbuje się skoncentrować i odgadnąć kierunek, w którym powinna szukać.
Hałas nasilający się z każdą chwilą jest coraz silniejszy, wydaje się, iż popękają jej bębenki w uszach. Ból jest coraz większy i trudniejszy do zniesienia, z trudem rozpoznaje kierunek. Kierując się w stronę wielkiego kamienia ostatkiem sił zbiera myśli i próbuje przebić się przez grubą ścianę, która nagle wyrosła broniąc jej dostępu. Przed sobą widzi wielką księgę. Całą swą mocą próbuje zobaczyć
pierwszą stronę, ale powiew silnego wiatru odrzuca ją do tyłu. Czuje silny ból w tyle czaszki i …





Trzech mężczyzn pochylonych każdy nad swą kulą z przerażeniem obserwuje ogromny cień zbliżający się do znachorki, wszyscy w tej samej sekundzie rozpoczynają działanie próbując zastąpić mu drogę. Macki wyciągnięte w stronę kobiety są jednak bardzo mocne i nie udaje się ich odciąć.
- Ekszo – brzmi wydany przez mistrza rozkaz, lewa dłoń każdego z nich wykonuje ruch od lewej w prawą stronę, podczas gdy prawa ręka tworzy zaporę.

Otwierając oczy czuje silny ból w skroniach i niesamowity smutek. Siła rodząca się w ciemnościach jest bardzo, bardzo silna. Ogarnia ją silny strach, a myśli, które tłoczą się w mózgu nie pozwalają na odpoczynek. Widziała, z jakim trudem opiekunowie wyciągnęli ją z pieczary. Sadowiąc się wygodnie w bujanym fotelu próbuje odzyskać wewnętrzną równowagę. W tył, w przód, w tył, w przód …. Jej myśli powoli uspokajają się, odchodzą i mózg wypełnia znajoma pustka i cisza. Kula światła robi się coraz to większa i większa, wypełniając każdy zakamarek jej ciała, błyszcząc wszystkimi kolorami tęczy. Powolutku, krok po kroku przenosi się na polankę, gdzie jako młoda dziewczyna żegnała swego mistrza. Powoli, z sekundy na sekundę cofają się wskazówki zegara. Siada na środku polany i rozpala ognisko dosypując do niego ziół z małego mieszka zawieszonego na szyi. Każdy jej ruch jest jak taniec, spokojny i zaprogramowany, ale zarazem spontaniczny i ciepły. Nucąc pod nosem sobie tylko znane słowa zaprasza do zajęcia czterech przygotowanych miejsc.
Z radością patrzy na miejsce przed sobą. Jej serce wypełnione lękiem uśmiecha się do serca mistrza. Siły całej piątki jednocząc się tworzą obraz rodzącego się zła. Krok po kroku analizują nadchodzące uderzenia. Nie próbują nawet tego zatrzymać, doskonale wiedzą, iż odrodziła się siła uśpiona na wiele wieków. Karmiona nienawiścią i rządzą zemsty z godziny na godzinę jest coraz silniejsza.
- Patrzcie uważnie na każdy jej ruch – płyną polecenia wydawane przez mistrza.
- Bądźcie przy mnie w każdej sekundzie, starając się dać mi najmocniejszą ochronę, na jaką was stać. Pamiętajcie jednak, iż walka należy do mnie, tylko ja mogę do niej stanąć i tylko ja mogę pokonać Mawro Sinefo – opiekunowie posłusznie pochylają głowy, pełni obaw.
- Mistrzu, czy nie możemy tego uderzenia zablokować, przenieść w czasie, dając Ci tym samym możliwość na odbudowanie twej wiedzy i twych zdolności? – Ośmiela się zapytać jeden z opiekunów.
-Niestety nie - odpowiada mistrz – Wy będziecie moim doświadczeniem, a Wera będzie Werą.
W przód, w tył, w przód, w tył…
Powoli krok po kroku wraca świadomość. Znachorka gładzi grzbiet kota myśląc o swej ukochanej Werze.
            - W godzinie zerowej Wera musi zadziałać sama – słowa mistrza, jeszcze brzmią w uszach. Wie, że nie ma na to innej rady, że to, co zapisano musi się wypełnić, ale boi się tak bardzo o swoją pupilkę, wie, że mała nie jest absolutnie gotowa na takie spotkanie. Myśląc o tym intensywnie, czuje znaną, tak charakterystyczną senność. Okrywa się kocem czekając na odwiedziny. Powoli myśli odpływają w dal i pozostaje już tylko kula złotego światła, z którego wyłania się postać babci Weroniki. Podaje znachorce maleńki woreczek z ziołami i patrząc głęboko w jej oczy uśmiecha się.

            Malwina chodzi z kąta w kąt nie słysząc powtarzanego już po raz trzeci tego samego pytania. Matka
patrzy na nią z niepokojem, widząc, że dzieje się z nią coś dziwnego. Dziewczynka całymi dniami pochłonięta jest myślami, na jej twarzy raz po raz pojawia się uśmiech, ale taki, że aż ciarki przechodzą po plecach. Wczoraj weszła do jej pokoju zanosząc wyprasowane ubrania i zastała ją mamroczącą jakieś dziwne słowa, od których robiło się niesamowite zimno. Jej twarz, twarz uroczej dziewczynki jaką była jeszcze do niedawna zmieniła się w twarz zimnej, twardej kobiety. Ta zmiana przeraża matkę. I do tego ten dzisiejszy sen. Już prawie świtało, kiedy usiadła na łóżko próbując wołać o ratunek. Jeszcze teraz ma przed oczami obraz Wery, którą otaczały potwornie grube czarne macki, kładąc się na jej sercu, wchodząc do ust. Słyszy potworny śmiech wydobywający się z ust Malwiny, widzi wyciągnięte przed siebie ręce, które zmieniając się w macki ośmiornicy otaczały Werę. I do tego ten wielki czarny cień, jak czarna gradowa chmura otaczający jej córkę. Patrzy na córkę ze łzami w oczach widząc, że to już nie jest ta sama osoba, czując, że Malwina sprzed kilku dni i Malwina teraz to już dwie zupełnie inne osoby. Jej córka zawsze była próżną egoistką, ale nigdy nie była złą osobą, wie , że nie zrobiłaby nikomu krzywdy. Teraz jest inaczej. Kobieta czuje, że jej córka przygotowuje się do ataku, z bólem serca myśli o tym, co nastąpi.  Zostawia naczynia, które właśnie wycierała, ściąga fartuch i zdejmując z wieszaka żakiet wychodzi z domu. Czuje wielką potrzebę porozmawiania z Werą, musi ją ostrzec, musi jej powiedzieć to wszystko, co jako matka czuje. Idąc do domu Wery przypomina sobie historię opowiadaną z pokolenia na pokolenie, przypominają jej się słowa babci, która zmarła w kilka godzin po narodzeniu Malwiny.
            - Uważaj na małą, uważaj na siebie, odrodziło się Mawro sinefo – powiedziała zanim odeszła na zawsze.
 Kobieta siada pod młodym drzewkiem przerażona tym, co zaczyna napływać jak fala wspomnień do jej pamięci, wszystkie opowiadania, które słyszała w dzieciństwie stają teraz jak żywe przed oczami paraliżując jej ruchy.
            -Matko miłosierna miej nas w swej opiece – szepcze zaciskając w ręku medalik zawieszony na szyi. Podnosi się z wysiłkiem i kontynuuje swą wędrówkę w stronę domu Wery.
            Ojciec gotowy już do drogi pochyla się zatroskany nad łóżkiem ukochanej córki, z niepokojem patrząc na jej bladą twarzyczkę. Wera próbuje się uśmiechnąć, ale zamiast tego z jej ust wydobywa się jęk, czuje się tak dziwnie, jakby sparaliżowana. Próbuje usiąść, ale jej ciało nie słucha wydawanych poleceń, próbuje podnieść rękę, ale udaje jej się to tylko w połowie i ręka opada z powrotem na kołdrę. Przerażony Józek siada na łóżku i gładząc jej rękę intensywnie myśli.
            Znachorka spogląda w górę słysząc krzyk sowy. Jej ciało przebiegają zimne dreszcze. Przez chwile czuje lodowaty chłód ogarniający jej ciało, widzi wykrzywioną w bólu twarz mistrza. Pochylona szuka małych kamieni i układa z nich krąg, wchodzi do środka i oddaje się medytacji. Natychmiast nawiązuje kontakt ze swymi opiekunami, ich twarze są zatroskane a oczy bardzo, bardzo smutne. Przygotowują się do podróży.
       
   
  Malwina krąży po pokoju mrucząc ciągle nowe zaklęcia, które przychodzą niewiadomo skąd. Czuje jak napływa w nią niesamowita siła, siła tak duża, iż czasem ją przeraża. Teraz ze zdziwieniem patrzy na małą lalkę, którą zrobiła z kawałków szmatek i włóczki. Jej spojrzenie pada na pudełko ze szpilkami, które matka zostawiła u niej zaznaczając długość firanek. Wyciąga jedną z nich i z wielką radością wkłuwa ją w rękę lalki. Jej usta otwierają się i zamykają niczym pyszczek ryby, słowa napływają jedne za drugimi tworząc całe zaklęcia.


Ręka raz po raz sięga po szpilki, wbijając je z coraz większą siłą w ciało lalki.  Wiruje po pokoju trzymając ją na wyciągniętej dłoni i patrząc z radością jak
miękko wchodzą szpilki. Z każdą wbitą szpilką czuje się coraz lepiej, mocniej, jej ciało pręży się jak ciało tygrysa gotowego do ataku, by za chwilę wić się jak ciało wąż. Patrząc na głowę lalki, jedyne miejsce, wolne jeszcze od szpilek, sięga ręką do pudełka, ale nie znajduje już nic w środku. Budzi się w niej wściekłość, ale zaraz nadchodzi złowieszczy śmiech
- I co z tego – śmieje się teraz już w głos – zostawiam Ci wolny skrawek – jej śmiech rozbrzmiewa echem po całym pokoju. 

      
      Opiekunowie oddychają z ulgą, wysłany obraz spełnił swą rolę. Teraz wszyscy trzej są już w jednym pomieszczeniu i wspólnymi siłami kontrolują Malwinę. Ich ręce, głosy i myśli łączą się, wytwarzając mocną wibrację. Rozpoczyna się podróż do pokoju Wery.








Ciąg dalszy nastapi

piątek, 4 kwietnia 2014

"WERA" - część trzecia



ZAGUBIONE DZIECKO I WŚCIEKŁY WILK

Woda robiła się coraz bardziej brudna i brudna, na środku powstał wielki wir, który pogłębiał się z każdą chwilą. Ręce wykonywały coraz wolniejsze ruchy, ciało coraz głębiej zanurzało się w otchłań prawie czarnej wody. Nad wodą była już tylko głowa, która z sekundy na sekundę zdawała się zanurzyć na zawsze. Nagle głowa odwraca się i na Michalinę spoglądają znajome oczy. Kucharka siada z impetem na łóżku, przerażona tym, co zobaczyła. Z trudnością łapie oddech.
­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­            - Sen mara, Bóg wiara – powtarza kilkakrotnie próbując się uspokoić.

środa, 2 kwietnia 2014

"WERA" część druga


                        SEN   


Piękny, słoneczny dzień zagląda przez okno, promienie słoneczne wesoło tańczą na pościeli. Wera układa się w poprzek łóżka i wystawia twarz do słońca. Uwielbia takie poranne chwile, gdy ojciec powoli krząta się po pokoju, wchodząc i wychodząc z łazienki. Zawsze śmieje się z niego, że jest zapominalski, przekomarza się z nim tak i dzisiaj. Wreszcie schodzą na dół. Ojciec całkowicie gotowy do drogi, a ona jeszcze w piżamach, teraz nie musi się śpieszyć, są wakacje i może poleniuchować. Na stole już czeka na nich śniadanie. Obydwoje uwielbiają serowe bułeczki ich nowej kucharki Michaliny. Wera bierze w rękę cukierniczkę i słodzi kawę taty i swoja herbatę. Pałaszując coraz to nowa bułeczkę wesoło gawędzą. Józek opowiada swój sen, którego niestety nie zapamiętał w całości. W pewnym momencie Wera przestaje brać udział w tej rozmowie, Józek widzi ten dziwny, wyjątkowy wyraz jej oczu, czuje, że córka jest już gdzie indziej, że szuka odpowiedzi na jakieś pytanie. Właściwie powinien już wyjść, ale siedzi w skupieniu i przygląda się z niepokojem, bo nauczył się już, że taki wyraz skupienia oznacza problem, że coś jest nie tak.

piątek, 21 lutego 2014

28 lat temu zostałam po raz drugi mamą :)


28 lat temu , tak jak dziś...........

28 lat temu , urodziła się moja młodsza córka Ania. Tak jak dzisiaj, był wtedy piątek, a ja byłam taka szczęsliwa trzymając w rękach małą, uśmiechniętą , mrugającą oczkami kruszynkę.














Mijają dni i noce, mijają miesiące i lata          
Podczas których, życie różne figle nam płata
Raz się Aniu uśmiechasz, raz smucisz
Raz wesołą piosenkę pod nosem nucisz.
Tak minęło latek trochę, ni dużo ni mało









 Jeszcze nie spełniło się wszystko, czego by się chciało
Tak, więc dzisiaj w Dniu Twoich Aneczko urodzin
Życzę ci serdecznie SPEŁNIENIA POZOSTAŁYCH MARZEŃ.













Niech droga twoja prosto i świetliście płynie 
niech cię szanują i kochają w każdej "gminie"
Niech zdrówko zawsze przy Tobie będzie
A forsa się mnoży dookoła Ciebie wszędzie.

Dziękuję, że jesteś.
Dziękuję, że Cie mam J J J


środa, 12 lutego 2014

WERONIKA - ŻŁOBKOWA MATKA (cześć 2 )


– Dziękuję, iż dałaś mi szansę. Pomieszkaj sobie ile chcesz kochana duszyczko, czuj się najlepiej jak potrafisz – mówi radośnie, powtarzając to często każdego dnia.
Mijają tygodnie i miesiące, dziewczyna z radością przygląda się brzuchowi, który rośnie jak na drożdżach. Cieszy się czując pierwsze ruchy dzieciaka. Cieszy robiąc kolejne badania, których wynik jest bardzo zadowalający. Nie liczyła na to, że utrzyma tę ciążę tak długo, a jednak udało się. Jedyne, czego nie odważyła się zrobić, to wejść do żadnego ze sklepów z ciuszkami dla noworodków. W jej domu nie ma ani jednej rzeczy przeznaczonej dla dziecka. Był taki moment, gdy miała ogromną ochotę kupić maleńkie ciuszki. Był to dzień, kiedy do pracy przyszła żona dyrektora niosąc pełną torbę zakupów dla nowo narodzonej wnuczki. Ogromna ilość kolorowych fatałaszków napełniła ją radością i chęcią zrobienia takich samych zakupów. Doszła nawet do drzwi sklepu, ale nie potrafiła ich przekroczyć. Ból, jaki opanował ją na myśl, że pozostanie po raz kolejny tylko z ciuszkami w rękach był nie do opanowania. Odchodziła pośpiesznie, jak najdalej od sklepu, jak najdalej od tego widoku, który tak dobrze znała. Widoku szafy w jednym z poprzednich mieszkań, wypełnionych maleńkimi ślicznymi ciuszkami. Widoku szafy w pokoju dziecinnym, który przez tyle lat tylko pokojem dziecinnym nie był, który nigdy dziecinnym szczebiotem się nie wypełnił.
Wreszcie nadchodzi wielki dzień. Ten dzień. Zaczyna rodzić. Pierwsze bóle dopadają ją w momencie parzenia herbaty. Mąż zawozi ją szybko na oddział i dzwoni natychmiast do Teresy. Czuje, że tamta powinna wiedzieć. Teresa przekłada swoje spotkania i jedzie do szpitala. Kiedy tam dociera dziecko już się urodziło.
Kiedy lekarz podaje Weronice żywego chłopca, ona pyta czy może go przytulić. Jest jak otumaniona, szczęśliwa bardzo, ale i przerażona, że w każdej chwili może odejść. Dziecko jest całkowicie zdrowe i jak widać nie zabiera się do odejścia. Teresa podchodzi do niej i mówi
- Nie myśl o nim w ten sposób, bo to jest tak jakbyś wyczekiwała, aby odszedł. Po prostu go kochaj, wyrzucając z myśli całkowicie fakt, że może odejść – bardzo chciałaby jej powiedzieć, że to dziecko nie odejdzie już nigdy od niej, ale wie, że na razie nie może tego zrobić, że tamta musi jeszcze dojrzeć do nowej sytuacji.
W noc po pierwszych urodzinach syna Weronika ma sen. Widzi dziewczynkę, całą w długich czarnych lokach, o oczach swojej ukochanej koleżanki, siostry jednego z facetów, który tak bardzo ją zranił. Dziewczynka uśmiecha się i mówi
 – Ja też do ciebie idę, ale nie idę sama – wtedy obok niej pojawia się chłopczyk o tak dobrze znanym jej szelmowskim uśmiechu.
- A Adaś? Czy on już wkrótce odejdzie? – Pyta z żalem – nie mamo, on zostanie już na zawsze, razem z nami – na tym sen się kończy. Po obudzeniu płacze i płacze, aż do utraty tchu. Teraz jest pew, że się zmienił. Po kilku miesiącach jej ginekolog prawie wykrzyczał jej nowinę
            - To ciąża bliźniacza – powiedział patrząc zaskoczony na nią. Ona po prostu się uśmiechnęła, mówiąc – parka tym razem.

sobota, 8 lutego 2014

WERONIKA – ŻŁOBKOWA MATKA (część 1 )




Jedno z opowiadań, które można znależć w mojej ksiażce "Karmiczny zegar". Pomysł narodził się podczas wizyty u znajomej w małej wiosce Galata, na przeciwko wysepki Poros. Do opowiadania dołączam zrobione tam fotki.


        
    Piękna mała wysepka blisko Aten. Teresa wybrała się tam na dwa dni, aby odpocząć od zgiełku miasta. Lato dopiero się zaczyna, więc i tutaj nie ma jeszcze tłoku. Po spotkaniu ze znajomymi, siada nad brzegiem morza i wpatruje się w odpływający statek. Nagle czuje obok siebie czyjąś obecność. Patrzy w bok i widzi małą roześmianą twarzyczkę.
- Szukam matki, najlepszej na świecie, chcę jej podarować moją miłość, na zawsze – Wybierz Weronikę – myśli natychmiast Teresa.  Duszyczka uśmiecha się radośnie i znika.
Dalszych kilkanaście minut zabrało jej przypominanie sobie wszystkiego, co związane jest z Weroniką. Dobrze pamięta ich pierwsze spotkanie, kiedy to z trudnością powstrzymywała łzy słuchając opowiadania młodej kobiety, która tak bardzo pragnęła mieć rodzinę, ale jej nadzieje raz za razem niweczyły poronienia. Ich spotkanie poprzedziła rozmowa z duszyczką małej dziewczynki. Cofa się myślami raz jeszcze i przywołuje obraz towarzyszący temu spotkaniu.
Czyste spokojne morze, fale leniwie obijają się o brzeg. Tu i ówdzie widać baraszkujące ryby. Na brzegach zaczynają rozkładać się wędkarze. Słońce powoli odkrywa całą twarz, uśmiechając się do budzących się ludzi. Na falach, blisko brzegu pojawia się zupełnie nieoczekiwanie mała wysepka. Na niej, niczym obraz na wywoływanej właśnie kliszy, pojawia się postać małej dziewczynki w różowej sukieneczce, z małym srebrnym motylkiem z przodu. Dziewczynka ma śliczne blond loczki, które okalają jej buzie dookoła niczym wianek. Loki sprawiają wrażenie ciężkich od wody, tak samo i sukienka. Całość sprawia ponure wrażenie, pomimo iż dziewczynka ma śliczną buzie i duże brązowe oczy. Oczy te patrzą z niesamowitym smutkiem, szukając pomocy. Rączki ujmują z wielkim trudem ciężką sukienkę, która oblepia mocno ciałko dziewczynki.
- To nie woda, to łzy. One są bardzo ciężkie. Pomóż mi proszę – wyraźnie słychać szept małej, chociaż nie porusza ustami – dziecko jeszcze przez chwilę stoi na wysepce, a potem powoli rozpływa się, wtapia w tło. Przez małą chwilę widać jeszcze jej smutne oczy.


Teresa budzi się z obrazem tych smutnych oczu, z obrazem buzi, która mogłaby być radosna, ale nie jest. Zastanawia się, co chciał jej przekazać sen. Pijąc poranną kawę kontynuuje medytację.Jest pewna, iż to jedna z duszyczek prosiła ją dzisiaj o pomoc, ale zupełnie nie wie z kim ma ona związek. Na pewno z żadną z jej dotychczasowych klientek. Wie, że skoro mała prosiła ją o pomoc, to na pewno wkrótce nadarzy się okazja, aby jej pomóc. Uspokojona tą myślą zabiera się za zaplanowane na dzisiaj zajęcia. Dwa dni upłynęły bardzo szybko i znów jest w Atenach.
Od dwóch dni znajoma bardzo ją prosi o odebranie wyników i recepty od jej ginekologa. Sama jest daleko, a potem z kolei on wyjeżdża. Wie, że mógłby to zrobić ktoś inny, z łatwością mogłaby posłać którąś ze znajomych, ale czuje, że powinna iść sama. Wyraźnie czuje, iż ktoś tam na nią czeka, chociaż nie ma pojęcia kto to może być.
W poczekalni spotyka młodą kobietę. Ich oczy spotykają się i Teresa staje jak wryta. Te oczy już gdzieś widziała, ale gdzie. Kobieta natychmiast podchodzi i wita się z nią, mówiąc
- Nie znasz mnie, ale ja Ciebie tak. Przychodzisz do mojego snu, chcesz mi coś powiedzieć, ale ja nigdy Ci nie pozwalam, zawsze budzę się z lękiem.
- Nie pozwalasz mi mówić, bo nie jesteś gotowa pożegnać kogoś, komu powinnaś pozwolić odejść już dawno temu – zaczyna powoli i spokojnie Teresa.

piątek, 31 stycznia 2014

Zapisane w pamięci pokoleń.


Moje opowiadanie, które ukazało się w zbiorku opowiadań pt: „Wczoraj spotkałam”



Wczoraj spotkałam gejszę. Ale nie jakąkolwiek gejsze, spotkałam moją gejszę. Mówiąc moją, mam na myśli cząstkę mnie samej, mnie sprzed wielu, wielu lat. Jeszcze teraz, kiedy już ochłonęłam po tym spotkaniu i rozbieram na logiczne kawałeczki całą naszą rozmowę, czuję przy sobie zapach jej perfum, słyszę szelest jej kimona. A kimono było przepiękne. Delikatne niebiesko tło i a na nim kolorowe egzotyczne ptaki. Wszędzie po dwa. A każda para umieszczona w delikatnym różowym serduszku. Już samo to kimono opowiadało o celu jej życia. Wyszła zza skałek, rozciągających się po mojej prawej stronie, idąc małymi, drobnymi kroczkami.
Siedziałam akurat wpatrzona w swoje obolałe nogi zanurzone w morskiej wodzie, gdy nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Kilka długich chwil zajęło mi rozpoznanie jej. Usiadła delikatnie na kamieniu obok, przyglądając mi się z uśmiechem.

Wera



Moje opowiadanie „WERA”, które ukazało się w ubiegłym roku w zbiorku opowiadań i wierszy pod tytułem „I życzę ci, żeby”.

PORÓD

            Coraz głośniej słychać nadciągającą burzę. Zaczynają spadać pierwsze krople deszczu. Ludzie ukryci w domach oddychają z ulgą; tym razem deszcz nie przejdzie bokiem. Wiatr uspokoił się, zatrzymał deszczowe chmury nad wioską. Twarze przylepione do szyb z radością patrzą na spadające ciężkie krople. Jest ich coraz więcej i więcej. Deszcz przemienia się w ulewę, całe podwórko pokrywa się dużymi kałużami. Na niebie raz po raz pojawiają się błyskawice. W ładnym domku na skraju wsi Matylda rodzi swoje trzecie dziecko. Silne grzmoty zagłuszają jej potworny, pełen bólu i wściekłości krzyk. Nienawidzi tego dziecka od pierwszych jego dni w jej łonie. Ma już dwójkę odchowanych i to nie jest jej do niczego potrzebne. Dwie córki, które zawsze robią i mówią to, co ona chce, takie kochane, posłuszne dziewczynki. W dniu, kiedy zorientowała się, że jest znowu w ciąży opanowała ją wściekłość, z nienawiścią wykrzyczała tę wiadomość mężowi oczekując, że zobaczy na jego twarzy przerażenie. Ale nie zobaczyła. Zobaczyła coś zupełnie innego. Zobaczyła ogromną radość i ulgę. Zobaczyła w jego oczach bardzo dużo słońca. Ta radość ją poraziła, zrozumiała, że to dziecko będzie dla niego najważniejsze. Zrozumiała, że czeka na to dziecko, aby obdarować je wielką miłością i troską. Przeraziła ją myśl, że ten bachor zagarnie cały majątek jej męża. Majątek, który należy tylko do niej i do jej dwóch wspaniałych córek. Od tego dnia budziła się codziennie wściekła, pełna nienawiści i chęci zemsty. Po kryjomu odwiedziła znachorkę mieszkającą na skraju lasu, mając nadzieję, że za małą opłatą dostanie lekarstwo na niechcianą ciążę. Znachorka odmówiła. Nie pomogły prośby i błagania, nie pomogły pieniądze. Była nieubłagana. Kręciła głową i powtarzała w kółko